OLA & WIKTOR – KLIMATYCZNY ŚLUB W SANDOMIERZU

Suknia Laurelle
Venue Hotel MAŁY RZYM
Kwiaty dekoracje Kwiaciarnia Jagoda

Wiecie co sprawia, że dany dzień, czy też miejsce zapisuje się w naszej pamięci na długi czas? Naszym zdaniem są to ludzie i klimat. Oczywiście w swojej pracy spotykamy pary, których śluby nas wzruszają, jednak są też takie, z jakich nie chcemy wyjść oraz te szczególne, kiedy emocje w czasie edycji zdjęć są równie silne, jak w chwili fotografowania i właśnie uroczystość Oli i Wiktora jest tego najlepszym przykładem. Jednak tę historię zacznijmy od początku.

Każda para stara się żeby ten szczególny dla nich dzień wypadł perfekcyjnie. Przygotowania trwają miesiącami i kiedy już wydaje się, że jesteś na końcu tej drogi, bo do wymarzonego dnia zostało zaledwie cztery miesiące, nagle okazuje się, że czar prysł jak bańka mydlana. Przez drobny błąd, nagle musisz przeorganizować cały starannie przygotowany dzień. Taka oto historia spotkała Olę i Wiktora, kiedy w pewien zimowy poranek, przypadkowym zrządzeniem losu napisali właśnie do nas, zapraszając nas tym samym do ich niezwykłego świata.

Dzień uroczystości zaplanowany został na maj, kiedy to natura powoli przeciąga się po długim, zimowym śnie, a świat wokół nagle mieni się tysiącem barw. Poranek w dniu ślubu Oli i Wiktora powitał nas niespotykanym, majowym upałem i nic nie zapowiadało ciężkich, deszczowych chmur, jakie powoli zaczęły się pojawiać się na niebie. Nie przeszkodziło to naszej parze w przygotowaniach, jakie miały miejsce w Hotelu Mały Rzym. Zaraz po przyjeździe zastaliśmy ciepło powitani przez rodziców. Wspólna kawa sprawiła, że nie tylko znaleźliśmy z nimi wspólny język, lecz także poczuliśmy się częścią tej rodziny, z jakiej bije niezwykłe ciepło i miłość. Sam Wiktor, niezrażony zmieniającą się pogodą, z uśmiechem witał przy wejściu wszystkich gości, którzy od rana zjeżdżali się na uroczystość. Tym samym skradł nasze serca. W tym czasie Ola spokojnie przygotowała się w towarzystwie najbliższych do uroczystości. Ten dzień okazał się również szczególny z uwagi na jej urodziny. Z tej okazji mama podarowała jej przepiękne kolczyki, które stanowiły świetne uzupełnienie delikatnej, ozdobionej koronką sukni, jaką Ola zdecydowała się ubrać w tym dniu. Trudno też znaleźć odpowiednie słowa by opisać moment, w którym spacerujący po ogrodzie Wiktor zobaczył tego dnia Olę. Zachwyt, wzruszenie i bezgraniczna miłość wypełniła tych dwoje, którzy zdecydowali się połączyć swoje ścieżki. Do kościoła młodzi pojechali szczególnym dla rodziny Oli samochodem – białym Fiatem 126p z odkrytym dachem, jaki to tata Pani Młodej wybrał ze swojej kolekcji i przygotował specjalnie na tę uroczystość. Sama ceremonia była niezwykle wzruszająca, rodzinna, słowem piękna. I nawet padający rzęsiście deszcz nie popsuł humoru Młodej Pary, która tuż po ślubie wsiadła do swojego „malucha” i chroniona jedynie parasolem udała się na przyjęcie weselne.

Przepis na idealne wesele? Według Oli i Wiktora to pełne wzruszeń przemówienia rodziny oraz ich przyjaciół, w tym pochodzącej z Włoch Emmy, która odczytała list pełen szczerych życzeń dla Państwa Młodych, nie tylko od niej ale też od jej rodziny. Wspólna zabawa i rodzinne biesiadowanie zostało uświetnione obecnością góralskiej kapeli z Cieszyna, która przybyła na specjalne zaproszenie taty Wiktora. Motywem przewodnim tej uroczystości były obrazy. Na każdym stoliku, tuż obok eleganckich, kwiatowych kompozycji znalazły się karty przedstawiające obrazy wybitnych artystów. Sama Ola pasjonuje się malarstwem, tworząc od czasu do czasu własne dzieła, stąd niecodzienny pomysł by goście stworzyli dla nich obraz. Wyobraźcie sobie zatem ceremonię, kiedy wasza rodzina i przyjaciele odwzorowują dla was na płótnie dzieło The couple of eiffle tower, które stworzył jeden z najwybitniejszych malarzy – Marc Chagall. Tak właśnie tworzy się pamiątkę na całe życie. Tego też dnia Wiktor dopełnił rodzinnej tradycji, podarował bowiem Oli książkę „Noc w Lizbonie”, którą niegdyś otrzymała jego mama od swego męża jako pamiątkę w dniu ślubu. W tym drobnym geście było jednak coś więcej, to było zaproszenie do ich pełnego znaczeń i symboli świata, w którym uczestniczyliśmy z prawdziwą przyjemnością. Chyba też wiecie, gdzie zakochani zdecydowali się wybrać na podróż poślubną – oczywiście do Lizbony.

A co było dalej? Zanim powiemy, żyli długo i szczęśliwie musimy dodać, że w przerwie pomiędzy chwilami, gdy niebo rozświetlało się na moment, dzięki przebijającym się przez chmury promieniom zachodzącego słońca a kolejnymi opadami majowego deszczu wybraliśmy się na krótką sesję na rynku w Sandomierzu. Ola i Wiktor zakochani, szczęśliwi i wpatrzeni w siebie stanowili idealne połączenie z malowniczymi, sandomierskimi uliczkami.

Ten szczególny dla Wiktora i Oli dzień przepełniony był nie tylko śmiechem, lecz również prawdziwą rodzinną atmosferą oraz symbolami, które wzajemnie uzupełniały się, tworząc niezwykłą, spójną całość, widoczną na zdjęciach. Sami mieliśmy poczucie, że mamy to szczęście uczestniczyć w wielkim święcie, w którym wszyscy celebrują miłość Oli i Wiktora. Ta opowieść, która pozwoliliśmy sobie tu opisać jest nie tylko o miłości, lecz również o nadziei i wierze w drugiego człowieka, jak też o szczególnej przyjaźni i niespotkanej, rodzinnej bliskości. Czyli w sumie o tym, czego życzymy wszystkim naszym parom, by doświadczały tego w swoim życiu.

Olu i Wiktorze to dla nas zaszczyt, że zaufaliście nam i pozwoliliście być z Wami w tym szczególnym dniu. DZIĘKUJEMY!